piątek, 28 września 2012

ZAGINIĘCIE I KĄPIEL

Dzisiaj córka druga przeszła samą siebie.
Zaprosiła koleżankę.
I to jest ok.
Bawiły się świetnie.
To też w porządku.
Zabrały hulajnogi i miały jeździć wzdłuż ogrodzenia.
Zaufałam im bo czemu nie.
Ale zniknęły. Na pół godziny.
Bez telefonu. Moje i obce dziecko.
Dookoła pola, doły, budowle, wykopy.
Ja z czarnymi wizjami w głowie, biegająca po osiedlu, wołająca dzieci, mąż samochodem ujeżdżający po polach i budowach. 
Nie ma!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Wizję roztoczyłam sobie koszmarną.
Po czym znalazłam obie. Całe i zdrowe. Zabawione w piachu. 
Na wielkiej górze.
I wiecie co?
Nie przytuliłam, nie ucieszyłam się, że nic się nie stało.
Nie umiałam.
Straciłam głos, a przynajmniej zmieniłam jego tembr i nadarałam się okropnie na obydwie.
Wygarnęłam im nieodpowiedzialność. Nie mogłam się pohamować.
Później, już w domu zrobiłam im ciasteczka, soczek, zbiorowe przytulanie, i wspólne łez wycieranie i kąpiel. 
Ciepłą, z pianą.
Nie wiem jakie zachowanie byłoby słuszne. 
Ale wiem już jak reaguję w takim stresie.
Nie życzę nikomu.
Polala















34 komentarze:

  1. a wiesz,ze ja bym tez tak zareagowala...

    OdpowiedzUsuń
  2. ja też pewnie tak, choć sama w ich wieku nie miałam poczucia czasu i przestrzeni ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja też tak reagowałam, gdzieś ten stres musiał "wyjść". Przytulić w momencie ich znalezienia, to byłby błąd. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeśli zareagowałaś w ten sposób po raz pierwszy w życiu, to masz anioły, nie dzieci :)
    Cudne migawki kąpielowe!

    OdpowiedzUsuń
  5. Najważniejsze, że historia dobrze się skończyła. Ja też bym podobnie zareagowała.
    Bardzo ciekawa kąpielowa sesja ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sesja ciekawa, bo jeszcze w emocjach robiona :-)

      Usuń
  6. pewnie zareagowała bym tak samo. Ale mam nadzieję, że się nigdy tego nie dowiem.

    OdpowiedzUsuń
  7. No to miałaś chwile grozy! Nie życzę nikomu takich chwil. Znam, przeżyłam coś podobnego: córcia trzy latka, z balonikiem, śpiewająca wesoło, powędrowała przed siebie, gdy zasuwałam krzesło w kafejce-ogródku i zbierałam nasze rzeczy, będąc w końcowej fazie drugiej ciąży. To była chwilka, ona myślała, że już ruszamy dalej, a ja, że najpierw poda mi rączkę. Jedną ręką łapię za rzeczy, drugą wyciągam do niej i...pustka. Jak długą drogę może przejść dziecko przez taką chwilkę???!!!! A wszystko to w Sopocie na deptaku, w tłumie ludzi. Serce zamiera ze strachu i przerażającej bezradności, w którą stronę biec, jak szukać, czy może krzyczeć?! I nagle, w tłumie widzę balonik, więc biegnę jak kangurzyca przeskakując przez niskie płotki kawiarenek, żeby zdążyć dobiec do balonika i jego małej właścicielki, bo za chwilę wejdzie na ruchliwą ulicę. Gdy dobiegam, nawet bez zadyszki bo adrenalina robi swoje, moje kochane dziecko nadal wesoło śpiewa dzielnie trzymając balonik i grzecznie czekając przy przejściu dla pieszych. Nie miałam siły powiedzieć ani słowa. Dałam buziaka i chwyciłam za rączkę. Dostałam krótką, mocną w przekazie życiową lekcję... to ja nawaliłam.
    Myślę, że w Twojej sytuacji postąpiłabym podobnie. Człowiek musi najpierw wyrzucić z siebie ten strach i przerażenie, które paradoksalnie napędza, dodaje sił podczas poszukiwań, a dopiero potem z radości oraz z błogim uczuciem ulgi, przytula.

    Radosnego weekendu:))
    Tomaszowa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeżyłaś naprawdę intensywną, krótką lekcję.
      ALe wiesz? Rozsądne Twe dziecko na przejściu.
      Chociaż coś dobrego w całej tej sytuacji :-)
      Pozdrawiam również serdecznie.

      Usuń
  8. To jest właśnie beztroska dziecięca

    jeszcze nie raz tak zareagujesz, więc nie rób sobie wyrzutów

    moja 21 letnia córka do dzisiaj mi robi takie numery - nie ma lekko

    relacje rodzice - dzieci - trudne relacje

    uśmiechy irlandzkie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Irlandzkie uśmiechy - najpiękniejsze w świecie :-)
      Guinesa już piłaś? Dużo rudych wyspiarzy kręci się wokół Ciebie/ :-)

      Usuń
  9. W takiej chwili pół godziny to cała wieczność. Pozdrawiam mocno.

    OdpowiedzUsuń
  10. Odpowiedzi
    1. Wieczność, to fakt.
      Wieczność absolutnie wycieńczająca.

      Usuń
  11. kurcze nawet mnie sie cisnienie podnioslo, nie wiem jak bym zareagowala, ale na pewno bym zarówno wrzeszczala jak i tulila

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No jest nas więcej, reagujących tak samo :-)

      Usuń
  12. ja bym się pewnie poryczała...z nerwów

    OdpowiedzUsuń
  13. Przeżyłam kiedyś coś podobnego. Współczuję.
    Też wrzeszczałam:-]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty i wrzask? Jakoś sobie nie wyobrażam. Raczej zapamiętałam Cię jako osóbkę niewielką i spokojną :-)

      Usuń
  14. Nie zazdroszczę nerwów!
    Najważniejsze, że wszystko dobrze się skończyło! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I przy tym trwam, bo w oczach miałam czarne auto wywożące dzieci w siną dal.

      Usuń
  15. Hmmm, do dzis pamietam jak to moja po raz pierwszy wracala sama ze szkoly....myslalam ,ze zatluke, nie przezyje, zwariuje, pekne.....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja byłam całkiem niedaleko tego wypęku :-)

      Usuń
  16. oj znam to uczucie przerażenia i bezdechu ...ale i niepowstrzymanego potoku strachu i wściekłości ...na szczęście wszystko dobrze się skończyło

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, a nawet bardzo dobrze bo na razie nie robią numerów :-)

      Usuń
  17. Teraz, kiedy jestem mamą pewnie zareagowałbym podobnie...ale kiedyś, w dzieciństwie na drugie miałam ,,Jasio Wędrowniczek ,,.
    Światopogląd zmieniłam z wiekiem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się włóczyłam, raz nawet poszłam razem z cyrkiem kąpać słonie nad jezioro.

      Usuń
  18. Nie mam ci tego za złe, po takim doświadczeniu zareagowałaś prawidłowo. A one nie zapomną już chyba nigdy, ze maja się najpierw zameldować i powiedzieć dokąd idą!! A ja pamiętam pewna pięciolatkę , która wędrowała za słoniami z cyrku nad jezioro i tez zapomniała się zameldować! Hi hi !! Wszystko się powtarza!

    OdpowiedzUsuń